Wyprawa Thjodmara do Norwegii - lipiec 2004 roku.
W słowie wstępu wspomnę, iż była to moja pierwsza wyprawa do Norwegii. Wiele o niej słyszałem, wiele czytałem lecz nic nie opisze piękna tego kraju i choć same festiwale nie były porażające to jednak zawsze warto na nie choć raz pojechać
Telefon Jarla, ekspresowe pakowanie i odbieranie biletów. Niestety sam, jadę do Borre, zbieram tyle sprzetu ile dam rade wziąść i ruszamy. Wybrałem droge przez Niemcy i Danie (żeby sie nie nudzić), miałem dwie torby, plecak i droge pełną fascynujących przygód. Na miejscu miała mnie przygarnąć mocna ekipa polska na czele z Kakajem.
Po dwóch dniach drogi drogi dotarłem do Frederikshaf w Dani, gdzie rano miał na mnie czekać prom bezpośrednio do Oslo. Wieczorem dotarłem przez Drammen do Borre, do obozowiska zwanego "Vikings Market".
Po dotarciu zostałem odpowiednio ugoszczony i otrzymałem namiocik. Szybko się przebrałem i zacząłem poznawać z ekipą. Obozowisko rozbite było w lesie, sąsiadującym z Oslo-fiord. Okolica i teren obozowiska były jak najbardziej odpowiedie do takiej imprezy.
Następnego dnia wszstcy ruszyliśmy do Oslo zwiedzić słynne "The Vikings Ship Museum", gdzie dla reszty zwiedzających byliśmy najwieksza atrakcją, jako "żywi wikingowie". Od czwartku do poniedziałku festiwal był otwarty dla turystów, a uczestnicy mieli różnorakie zajęcia. Oczywiście podstawą były kramy i pełem handel, czy to z turystami czy to między sobą. Poznaliśmy Amerykanów, którzy sądzili, że żyjemy tak jak u nich Indianie.. ciekawi ludzie, nie powiem. Ekipy polskie jako jedyne dawały pokazy walki dwa razy dziennie. Drużyny "tubylcze" były ogółemba bakier z walką. Stanowiliśmy również straż przyboczną ksieżnej, co było dla mnie ciekawsze niż handel ;). Turyści po za walkami mogli podziwiać pokazy artystyczne i dawnego rzemiosła. Ze względu na opinie festiwalu turystów nie brakowało. Od strony organizacyjnej imprezy, nie brakło niczego. Festiwal troche zepsuła pogoda, a raczej trzydniowa ulewa. W niedziele była impreza zamknięta a więc alkochol, norweszki i hulanki. We wtorek wraz z przesympatycznymi towarzyszami ruszyliśmy do Horten, a dalej do Oslo. Dane nam było zwiedzić "Museum of Cultural Heritege" w centrum stolicy. Dalej na północ, na drugi festiwal w Gudvagen.

Gudvagen to mała miejscowość w zachodniej Norwegii. Leży nad najgłebszym fiordem, otoczona przez wysokie masywy górskie. Krajobrazy tu są iście norweskie :). Jest to główny powód dla, którego warto tam choć raz pojechać. Sam festiwal trwał weekend i organizacyjnie, a także ilościowo nie dorównywal poprzedniemu. Sporą część ekipy stanowili polacy, tylko my robiliśmy walki i pokazy, zapraszaliśmy też ludzi na sam festiwal. Festiwal całkowicie prawie kameralny, choć nie powiem, bardzo dobrze się bawiliśmy. Biegnące wycieczki japończyków wyglądały bardzo ciekawie. Udało się również poznać wiele interesujących osób, choc handel jak i zainteresowanie festiwalem bylo mierne. Fakt faktem był to pierwszy festiwal w Gudvagen, my potraktowaliśmy go jako wakacje i odpoczynek.
Po przygodach zostały pożegnaninia i powroty... Wracaliśmy przez Szwecje i dalej promem do Gdyni. Poźniej już tylko pociąg do Poznania i dalsza cześć już "normalnych" wakacji w Zielonej Górze.

Wspominał : Thjodmar Ivarsson
© 2005 Thjodmar Ivarsson (Paweł Staniszewski) Panser Galter Drott - Wrocławska Drużyna Wikingów [PGD]


